Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Białe Jagnię

Od początku funkcjonowania gdańskich tramwajów przyjął się zwyczaj nadawania wszystkim przystankom odrębnych, indywidualnych nazw. Najczęściej honorowano w ten sposób historyczne obiekty położone w okolicy wysepek tramwajowych. Były także odstępstwa od tej reguły. Na nowej linii, wytyczonej w 1901 roku, która połączyła Oliwę z Gdańskiem, przystanki otrzymały nazwy dobrane według innej zasady. Ponieważ trasa wiodła przez kompletne pustkowia - początkowo między Strzyżą a Polankami nie było żadnego budynku - przystanki nazwano "imieniem" pobliskich ulic. Dzięki Günterowi Grassowi kilka z nich weszło do światowej literatury. Na przykład: "Pokojowa" (Friedenschluß-obecnie Abrahama) czy "Białe Jagnię" (obecnie - Macierzy Szkolnej). Tę ostatnią nazwę znali prawie wszyscy przedwojenni gdańszczanie, którzy w świąteczne poranki wybierali się na wycieczkę w pobliskie lasy. Zaglądali tu również członkowie grup wędrownych, nazywanych Wandervögel (Wędrowne Ptaki), którzy od wczesnej wiosny do późnej jesieni przemierzali okolice Gdańska. Już o 6 rano zwolennicy spędzania dnia na świeżym powietrzu spotykali się w podmiejskiej gospodzie o nazwie "Weisses Lamm" (Białe Jagnię), mieszczącej się przy ulicy Polanki 58. Po spożyciu firmowego śniadania - gorące kiełbaski Thüringer Bratwürstl zakropione dobrze schłodzonym gdańskim piwem - rozpoczynał się krótki koncert piosenek turystycznych, w którym tradycyjnie uczestniczyli wszyscy biesiadnicy. Ponieważ lokal czynny był aż do północy, strudzeni wędrowcy zaglądali do "Białego Jagnięcia" ponownie przed powrotem do domu, aby chociaż przez chwilę posiedzieć przy wspólnym stole i umówić się na następne spotkanie.
Budynek dawnej gospody - usytuowany w narożniku ulic: Polanki i Macierzy Szkolnej - szczęśliwie przetrwał zawieruchę wojenną. Szkoda tylko, że jedynym śladem po uroczym niegdyś restauracyjnym ogródku pozostał pusty plac porośnięty chaszczami i chwastami, pełniący niechlubną rolę przydrożnego śmietnika.