Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Wszechobecna cisza

W latach latach międzywojennych, raz w roku, Sopot ogarniała przejmująca cisza. Samochody nie używały klaksonów. Maszynistów pociągów przejeżdżających przez miasto obowiązywał bezwzględny zakaz używania sygnałów dźwiękowych, a rejsowe samoloty zmieniały trasy przelotów, w taki sposób, aby warkot silników nie był słyszalny w obrębie Opery Leśnej. Również mieszkańcy i goście kurortu porozumiewli się szeptem. Jednak sopocianie uważając, że sztuka przez duże "S" wymaga ciszy i skupienia, ze stoickim spokojem znosili wszelkie utrudnienia.  Działo się tak zawsze w pierwszej połowie sierpnia, kiedy przyjeżdżali miłośnicy muzyki Ryszarda Wagnera i Sopot stawał się "drugim Bayreuth". Do sopockiego mola przybijały wówczas luksusowe statki pasażerskie, a Łazienki Południowe pełniące rolę lądowiska dla hydroplanów pełne były Skandynawów załatwiających formalności paszportowe. Wszyscy melomani - jak jeden mąż - zmierzali w kierunku Górnego Sopotu, gdzi ogromna leśna scena ( 95 m szerokości i 40 m długości), w oprawie soczystej zieleni licznych drzew i krzewów, pozwalała na wystawianie takich dramatów muzycznych jak: "Parsifal", "Zygfryd" czy "Lohengrin". Najlepsi europejscy śpiewacy operowi sprawiali, że magiczny amfiteatr wypełniała codziennie - do ostatniego miejsca - ośmiotysięczna widownia.