Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Cysterski Zajazd

W księdze gruntowej prowadzonej w Gdańsku od 1330 roku każda znajdująca się w mieście posesja była dokładnie opisana. Podawano nie tylko położenie (ulica i kwartał), powierzchnię, sposób zabudowy, ale także szczegółowe dane dotyczące właściciela. Systematyczne zapisy prowadził notariusz publiczny pod nadzorem sekretarza kancelarii miejskiej. Jak ważne i odpowiedzialne były to funkcje niech świadczy fakt, że obaj urzędnicy musieli posiadać wykształcenie akademickie (najlepiej prawnicze). Szczególnie skrupulatnie przestrzegano przepisu, który zawężał krąg posiadaczy miejskich nieruchomości wyłącznie do obywateli Gdańska i pilnowano, aby nikt obcy nie znalazł się w gronie posesorów nadmotławskiego grodu. Nieliczne odstępstwa - jako wyjątek od reguły - dotyczyły głównie pomorskich klasztorów. One to stosując różnorakie "kruczki prawne" oraz korzystając z krzyżackiej protekcji zdobywały wpis do ksiąg gruntowych. W ten sposób, zarówno "panienki żukowskie" jak i zakonnicy z Kartuz, ale także cystersi z Pelplina i Oliwy stali się posiadaczami nieruchomości na terenie zarówno Głównego jak i Starego Miasta.

Już w pierwszej połowie XV wieku oliwski konwent - korzystając z niewypłacalności dłużnika - przejął sporą działkę położoną w narożniku Targu Drzewnego i sięgającą w głąb ulicy Garncarskiej (obecnie w tym miejscu znajduje się siedziba "Dziennika Bałtyckiego"). W ciągu zaledwie kilku lat wzniesiono tam dużą, trzypiętrową kamienicę, w której członkowie oliwskiego konwentu zatrzymywali się podczas licznych wizyt służbowych i handlowych w mieście. Od 1611 roku, kiedy to nastąpił podział majątków klasztornych na dobra opackie i konwentualne, nieruchomość ta przeszła pod wyłączny zarząd przeora. Wówczas pojawia się nazwa "Münchkerberg" ("Mnisi Zajazd"), co oznacza, że ten cysterski kompleks zaczął pełnić rolę dostępnego dla wszystkich podróżnych domu noclegowego. W tylnej części posesji posadowiono wozownię i stajnię, natomiast wnętrze kamienicy przebudowano w taki sposób, aby przystosować wszystkie pomieszczenia do pełnienia roli tawerny i ogólnie dostępnego domu zajezdnego. Cystersi byli posiadaczami "Münchkerbergu" do 1831 roku, czyli do ostatecznej likwidacji oliwskiego klasztoru. Od tego czasu nowym właścicielem wszystkich - nie tylko gdańskich - zakonnych nieruchomości zostało państwo pruskie.