Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Katastrofalna Powódź

Jak podają kroniki miejskie, zarówno Gdańsk jak i Żuławy Gdańskie były bardzo często nawiedzane przez mniejsze lub większe powodzie. Począwszy od roku 1328, z którego pochodzi pierwsza wzmianka, co kilka lat przerywane były lewobrzeżne wiślane wały, skutkiem czego woda wdzierała się na tereny depresyjne, zalewając przy okazji niżej położone połacie miasta. Szczególnie urodzajny w "mokre lata" był wiek XIX. Wśród licznych wezbrań, które podczas tego stulecia miały miejsce, najbardziej tragiczna dla Gdańska powódź zdarzyła się w kwietniu 1829 roku. Zarówno wilgotna jesień poprzedzająca tragiczne zdarzenia, jak i bardzo mroźna (do -30° C), długotrwała i obfitująca w opady śniegu zima, nie wróżyły niczego dobrego. Pierwsze oznaki niepokoju wśród gdańszczan wywołała informacja, że spływ lodów w rejonie górnej Wisły odbywa się w scenerii gwałtownej odwilży i ogromna masa wody pomieszanej z lodowym złomem, niczym potężny taran demolujący wszystko, co spotka na swojej drodze - płynie ku morzu. Pogłoski o totalnych zniszczeniach występujących w licznych pomorskich miejscowościach, spowodowanych wodnym żywiołem, okazały się niestety prawdziwe. Na domiar złego na Bałtyku zaczął wiać huraganowy, północny wiatr o sile orkanu (prędkość powyżej 144 km/godz.), który całkowicie wstrzymał przepływ rzeki w odcinku ujściowym. Taki właśnie splot skrajnie niekorzystnych zdarzeń losowych powodował, że spiętrzone przez zator lodowy wiślane wody, przerywały 9 kwietnia o 4 nad ranem lewobrzeżny wał przeciwpowodziowy w pobliżu Koźlin i Giemlic.  W ciągu kilkunastu godzin na Żuławy Gdańskie wdarła się niewyobrażalna ilość wody (około miliarda metrów sześciennych), której czoło dotarło w godzinach wieczornych do Gdańska, wlewając się wszystkimi bramami do naszego miasta i zatapiając 75% jego ówczesnej powierzchni.Zalane zostały wszystkie dzielnice leżące w pobliżu Starej i Nowej Motławy. W wielu miejscach woda sięgała drugiego piętra. Z powierzchni ziemi zniknął Targ Rybny i Długie Pobrzeże, a po niektórych ulicach można było poruszać się wyłącznie za pomocą łódek. Stan wody w Gdańsku podnosił się jeszcze przez dwa najbliższe dni, osiągając kulminację 11 kwietnia o godz. 17.