Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Ogniste Race

Cesarz Napoleon zdawał sobie sprawę z wyjątkowej roli, jaką odgrywało nasze miasto na północnym teatrze wojennych zmagań. Jego słynne powiedzenie, że "Gdańsk jest kluczem wszystkiego" nabrało dosłownego znaczenia podczas odwrotu Wielkiej Armii spod Moskwy. Powierzając generałowi Rappowi stanowisko dowódcy nadmotławskiej twierdzy wydał mu rozkaz, aby skupił się na dwóch głównych zadaniach: skompletowaniu dobrze wyszkolonej i zdolnej do boju załogi oraz zgromadzeniu wystarczającej ilości zapasów żywności, furażu i amunicji. Wobec trwającej wiele miesięcy obrony Gdańska zapewnienie środków do życia żołnierzom i mieszkańcom miało kluczowe znaczenie. Gubernator znany z niespożytej energii świetnie poradził sobie z tym niełatwym problemem. Już w styczniu 1813 roku w przepastnych wnętrzach magazynów znajdujących się na Wyspie Spichrzów zgromadził: 120 tys. sztuk broni i 15 mln dziennych racji żywnościowych. Równie zasobna była kasa garnizonu, w której znajdowało się aż 13 mln franków. Zgromadzone zapasy przydały się już w marcu, kiedy kozacy atamana Płatowa szczelnym kordonem otoczyli Gdańsk. Początkowo walki przebiegały ze zmiennym szczęściem. Przełomowym momentem było zdobycie przez wojska rosyjsko-pruskie wzgórz leżących w granicach osady Zaroślak, skąd (15.X.) artyleria rosyjska rozpoczęła intensywny ostrzał miasta. Dzięki informacjom dostarczonym przez dezerterów Rosjanie doskonale wiedzieli, gdzie znajdują się magazyny aprowizacyjne. Czekali tylko na odpowiednią pogodę, suchą i wietrzną, aby skutecznie ostrzelać Wyspę Spichrzów. Przygotowali jeszcze jedną "niespodziankę". Na wzgórzu o nazwie Judenberg (Żydowska Góra) stanowiska zajęli angielscy kanonierzy, którzy przywieźli z Anglii nową, nieznaną wcześniej w Gdańsku broń. Były to rakiety wyposażone w ładunki zapalające, od nazwiska wynalazcy - Wiliama Congreve - zwane rakietami kongrewskimi lub po prostu - racami ognistymi. Generalny atak rozpoczął się 31 października i trwał dwa dni. Huraganowy ogień artyleryjski, prowadzony na przemian z ostrzałem rakietowym - w ciągu 10 godzin wystrzelono kilka tysięcy armatnich kul i 400 zapalających pocisków - przyniósł zagładę Wyspie Spichrzów. Utrata zapasów żywności sprawiła, że dzień kapitulacji zbliżał się nieuchronnie. Po zjedzeniu wszystkich zwierząt, jakie znajdowały się jeszcze w mieście - także psów i kotów - generał Rapp (28.XI.1813 r.) poddał twierdzę. Przebywając przez najbliższy rok w rosyjskiej niewoli zapewne przypomniał sobie starą maksymę, że: "Nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka".
Dokładna inwentaryzacja przeprowadzona przez Prusaków na początku 1814 roku stwierdzała: "197 spichlerzy uległo całkowitemu zniszczeniu a 50 doznało poważnych uszkodzeń".