Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Pchli Targ

W ciągu zaledwie 200 lat (1450 - 1650) liczba mieszkańców Gdańska wzrosła ponad dwukrotnie, osiągając poziom 55 tysięcy. Ten stały i dynamiczny przyrost ludności miasta przynosił wiele - nieznanych dotąd - problemów społecznych. Wraz ze zwiększaniem się liczby nowych obywateli, rosło także grono ludzi ubogich i bezdomnych, potocznie zwanych: biedotą lub pospólstwem. Umożliwienie im stałego dostępu do artykułów codziennego użytku - po możliwie najniższych cenach - było stałą troską miejskich władz. Już na początku XV wieku wyznaczono niewielki plac, znajdujący się w pobliżu kościoła Św. Jana, gdzie można było kupować rzeczy niepełnowartościowe i używane. Ponieważ z czasem okazało się, że miejsce to jest zbyt małe, więc handel starymi i częściowo zużytymi towarami rozszerzono na całą przestrzeń uliczki położonej pomiędzy: Szeroką i Świętojańską. Nazwa, która się wówczas pojawia - Tagnetergasse (Tandeta) - idealnie nawiązuje do roli, jaką zaczął pełnić ten niewielki trakt. Trzy razy w tygodniu - w tym właśnie miejscu - gromadzą się tłumy gdańszczan, aby za niewielkie pieniądze nabyć potrzebną im rzecz. Oprócz dziurawych butów czy połatanej, starej kapoty, można było stać się właścicielem przedmiotów, wprawdzie nie do końca rzetelnie wykonanych, ale po znacznie obniżonych cenach. Sprzedawano i kupowano tu wszystko, co można sobie tylko wyobrazić: gwoździe, igły, powrozy, garnki, noże itp. Z biegiem lat, na "Pchlim Targu" pojawiają się nawet towary luksusowe (np. futra czy biżuteria), które po kryjomu upodabnia się do rzeczy używanych. Spora klientela odwiedzająca regularnie "tandetę", przyciągała również producentów "fabrycznie" nowych przedmiotów. Pomimo bezwzględnego zakazu sprzedaży w tym miejscu "trefnych" towarów, pokątny handel artykułami pochodzącymi z nielegalnych źródeł - kwitnie w najlepsze. Z reguły zabronioną sprzedaż uprawiali partacze, zwani w Gdańsku szturarzami, czyli rzemieślnicy nienależący do miejskich korporacji cechowych i mieszkający najczęściej w podgdańskich osadach, gdzie nie sięgała gdańska jurysdykcja. Na tej ulicy odbywała się także sprzedaż dóbr pochodzących z działalności przestępczej. Rolę pośredników - pomiędzy złodziejami a nabywcami - pełnili zawodowi handlarze starymi i zużytymi przedmiotami. Robili to najczęściej nieświadomie, gdyż przestępcy pragnący upłynnić złodziejski łup nie przyznawali się, że towar pochodzi z kradzieży, a kramarze nie dopytywali się zbyt natarczywie o proweniencję dostarczanych towarów. Kres oficjalnej działalności targowiska przy ulicy Tandeta, przyniosło rozporządzenie nadburmistrza Gdańska z 1896 roku, nakazujące likwidację wszystkich istniejących dotąd targowisk i przenoszące cały handel na "świeżym powietrzu" w okolice powstałej w tym czasie - Hali Targowej.