Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Plac Flaków

Pierwszym obiektem, jaki stanął na Wyspie Spichrzów była miejska rzeźnia. Prowizoryczne zabudowania służące do uboju zwierząt pojawiły się już w 1331 roku, kiedy ówczesny komtur gdański - Albrecht von Öre - nadał gdańskim rzeźnikom teren leżący na prawym brzegu Motławy. Ponieważ podarowana parcela zajmowała niewielką powierzchnię (około 2,5 tys. m.kw.), w każdy czwartek - wyznaczony dzień uboju - panował tam spory tłok. Natomiast niewątpliwą zaletą położenia gdańskiego "szlachtuza" był dostęp do bieżącej wody, co pozwalało utrzymać otoczenie w nie najgorszej czystości. W celu ułatwienia przeprawy zwierząt na drugi brzeg rzeki, zbudowano w 1379 roku nowy most, zwanym nieprzerwanie do dzisiaj - Krowim oraz wyznaczono trasę spędu. Między innymi, przebiegała ona ulicą Hundegasse (obecnie - Ogarna), której nazwa pochodzi od pasterskich psów, pilnujących bydła, aby nie rozpierzchło się po mieście. Kres działalności rzeźni na Wyspie Spichrzów położył przywilej króla Zygmunta Augusta z 1572 roku, pozwalający gdańskim rzeźnikom na przeprowadzanie uboju zwierząt (krów, cieląt, kóz, owiec i trzody chlewnej) we własnym zakresie, zaś na zwolnionym terenie postawiono magazyny portowe, zwane spichlerzami. Niemiecka nazwa miejskiej rzeźni - Kuttelhof, co w dowolnym tłumaczeniu oznacza - Plac Flaków, nawiązuje do starego gdańskiego zwyczaju handlowego. Otóż, zaraz po sprawieniu ubitych zwierząt, każdy mieszkaniec miasta mógł kupić - za niewielki pieniądze - ich wnętrzności i podroby. Był to jedyny wyjątek od powszechnie obowiązującego w Gdańsku prawa, nakazującego sprzedaż mięsa wyłącznie w specjalnych kramach (jatkach) lub na tzw. targu tygodniowym, odbywającym się w każdą sobotę.
Wskazanie terenu, gdzie niegdyś znajdował się gdański "szlachtuz" jest dziecinnie proste - mieścił się on naprzeciw Baszty Kotwiczników, w miejscu gdzie stoją spichlerze - Duży i Mały Groddeck.