Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Dworzec " Brama Nizinna"

5. VIII. 1852 roku to data, która weszła na trwale do historii Gdańska. Tego dnia już od samego rana mieszkańcy miasta tłumnie zmierzali w kierunku południowego krańca Wyspy Spichrzów, aby zobaczyć pierwszy pociąg przyjeżdżający do nadmotławskiego grodu. Wśród kilkunastu tysięcy gdańszczan znaleźli się także przedstawiciele magistratu i miejskiej rady, z nadburmistrzem Karolem Augustem Groddckiem na czele. Wszyscy bez wyjątku narzekali na decyzję dowództwa gdańskiej twierdzy, która - ze względów obronnych - nie pozwoliła ulokować kolejowej stacji w centrum miasta. Czekając na przyjazd pierwszego pasażerskiego składu ze zdumieniem przyglądali się zmianom, jakie zaszły w tej części miasta. W ciągu ostatniego roku zasypano 200 metrowy fragment starorzecza Motławy oraz rozebrano budynki należące do Dworów: Smolnego i Popielnego, istniejące w tym miejscu od początku XVI wieku. Zaś na ich miejscu - po uprzednim splantowaniu terenu - posadowiono obiekty infrastruktury kolejowej, niezbędne do prawidłowego funkcjonowania "żelaznej kolei". Oprócz niewielkiej parowozowni połączonej z warsztatem naprawiającym tabor oraz ekspedycji towarowo-bagażowej - z zainstalowanym aparatem telegraficznym, wzniesiono również okazały budynek pasażerskiego dworca. Ten ostatni swoją architekturą nawiązywał do średniowiecznego, warownego zamku, gdyż zarówno przysadziste, masywne wieże - rozmieszczone symetrycznie i flankujące korpus dworcowego budynku, jak i wieńczący całość zębaty krenelaż, bardziej przypominały "starożytne" czasy niż wiek "elektryczności i pary" Wprawdzie szata zewnętrzna dworca przywodziła na pamięć epokę romantycznych rycerzy, jednak wyposażenie wnętrza było już całkiem współczesne. Szczególne wrażenie robiła dworcowa poczekalnia, wyposażona w wygodne, pluszowe kanapy oraz galerię kryształowych luster obiegających dookoła całe pomieszczenie. Oczekujący na przyjazd pierwszego w dziejach Gdańska pociągu z niedowierzaniem patrzyli również na tablicę informującą, że wyprawa jednotorowym, żelaznym szlakiem do Tczewa (punkt przesiadkowy na pociągi dalekobieżne) jest 4 razy szybsza i 2 razy tańsza niż podróż dyliżansem na tej samej trasie. Wreszcie - tuż po godzinie 16 - buchając parą i donośnie gwiżdżąc, wjechał parowóz "Borrsig - Borussia" ciągnący dwa pasażerskie wagony wypełnione prowincjonalnymi notablami oraz salonkę, w której znajdował się pruski monarcha - Fryderyk Wilhelm IV, chcący swoją osobą uświetnić ten tak ważny dla gdańszczan dzień.