Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Sędziowska Pałeczka

Wymierzanie sprawiedliwości było od "zawsze" jedną z najważniejszych form sprawowania władzy. Nie inaczej wyglądało to w Gdańsku. Od zarania istnienia miejskiego siedliska, czynnikiem wspierającym gdańskich włodarzy były przede wszystkim przepisy prawa. Początkowo było to prawo lubeckie, później, w czasach "krzyżackich", orzekanie o winie i karze zasadzało się na chełmińskim przywileju lokacyjnym, opartym na prawie magdeburskim. Natomiast w czasach nowożytnych, kiedy Gdańsk wrócił pod panowanie królów polskich i stał się integralną częścią Rzeczpospolitej, sądy miejskie stosując nadal prawo chełmińskie, zamiennie korzystały również z innego prawodawstwa. Szczególnie często stosowano Carolinę, czyli ustawę karną uchwaloną przez Sejm Rzeszy - obradujący w 1532 roku w Ratyzbonie - i zatwierdzoną przez cesarza Karola V, od którego imienia nowy kodeks otrzymał nazwę. Prawo to, stosowane przez niemal całą ówczesną Europę, wprowadzało do praktyki sadowej przepisy procesu inkwizycyjnego, które w celu uzyskania od podejrzanego bezwzględnego przyznania się do winy, sankcjonowało stosowanie tortur. Gdańscy sędziowie orzekający w procesach karnych korzystali także z prawa partykularnego, zawartego w gdańskich wilkierzach.
W całym omawianym okresie, największe zainteresowanie miejskiej społeczności wzbudzały te procesy sądowe, w których podejrzanemu groziła kara śmierci. Rozstrzygał je zawsze trzyosobowy skład orzekający, pod przewodem sędziego Głównego Miasta, któremu pomagali dwaj najbardziej doświadczeni ławnicy. Od ich wyroków nie było odwołania. Jedynie burgrabia, jako osoba reprezentująca w Gdańsku królewski majestat, mógł wnioskować o złagodzenie lub zaostrzenie kary. Wprawdzie niezwykle rzadko, ale czasami dochodziło w Gdańsku do uniewinnienia skazanego. Mógł tego dokonać wyłącznie polski monarcha, ale tylko podczas swojego pobytu w mieście. Jako pomazaniec boży, posiadał niepisany przywilej uchylania każdego wyroku, z karą śmierci włącznie. Inna wielowiekowa gdańska tradycja związana z procedurą sądową nakazywała, aby po zakończeniu każdego procesu następowało uroczyste odczytanie wyroku, w obecności pełnego składu orzekającego oraz skazańca. Przy czym przestępca musiał jeszcze raz przyznać się do winy i w sposób przekonywujący wyrazić skruchę. Wówczas następowało ceremonialne przełamanie, niewielkiej, pomalowanej na biało drewnianej pałeczki, a gest ten, zwyczajowo przypisany podsędkowi (zastępcy sędziego), nieodwołalnie kończył pracę ławniczego kolegium.