Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Stara Pakownia

Znaczny wzrost przeładunków, jaki miał miejsce w nadmotławskim porcie w pierwszej połowie XVII wieku, wymusił szybką rozbudowę infrastruktury portowej. W pierwszej kolejności przedłużono istniejące już wcześniej krótkie pomosty, w taki sposób, że nieprzerwaną linią pobiegły od Bramy Zielonej do Targu Rybnego. Również w tym samym czasie otoczono drewnianymi podestami wyładunkowymi całą Wyspę Spichrzów - tzw. Długi Pomost, zapewniając w ten sposób dostęp do wszystkich nabrzeży, od cypla północnego aż po składy popiołu i smoły, zajmujące południowe krańce Wyspy. W drugiej kolejności powiększono powierzchnię magazynową gdańskiego portu, budując nowe wielopiętrowe spichlerze, w których magazynowano towary masowe - przede wszystkim zboże. Ponieważ szczególnie dokuczliwym problemem, był brak specjalnego obiektu do przechowywania drobnicy (towarów opakowanych), więc Rada Miasta podjęła decyzję, aby nad Kanałem Motławy wybudować nowy skład, przystosowany wyłącznie do tego celu. Na sporej parceli, położonej pomiędzy ulicami: Münchengasse i Judengasse (obecnie: Żytnia i Spichrzowa) ówczesny architekt miejski - Jerzy Strakowski (podpisywał się - Georg von Strakwitz) - zaprojektował i wybudował w 1649 roku obiekt, który w znaczący sposób różnił się od innych portowych budowli. Po pierwsze; miał tylko jedną kondygnację zwyczajowo powiększoną o użytkowe poddasze. Po drugie; projektant nadał mu oryginalny kształt, zbliżony bardziej do Wielkiej Zbrojowni niż do innych spichlerzy, gdzie cztery bliźniaczo do siebie podobne segmenty tworzyły jedną całość, a każdy z nich przykryty był oddzielnym, dwuspadowym dachem. Po trzecie; w przeciwieństwie do obowiązujących wówczas przepisów nakazujących budowę obiektów wyłącznie murowanych, Pack-Haus (tak się nazywała Stara Pakownia) wzniesiony został w konstrukcji szkieletowej, o bogatym rysunku rygli i zastrzałów. Cały kompleks zwrócony został frontem do Nowej Motławy a dla bezpieczeństwa otoczono go warownym murem z trzema strzeżonymi bramami. Całość sprawiała wrażenie jakby w środku miasta powstała niedostępna twierdza, co jak na tereny portowe było rozwiązaniem niezbyt często spotykanym.
Pomimo tego, że przy ulicy Żytniej przetrwały zaledwie resztki ruin Starej Pakowni jest duża szansa na odtworzenie tego obiektu. Tym bardziej, że nie będzie problemu z przywróceniem jej dokładnego kształtu i wyglądu, gdyż zachował się osiemnastowieczny sztych Mateusza Deischa, wykonany według rysunku Fryderyka Lohrmanna.