Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Sztormowy Dzwon

Ważnym obiektem obronnym, w poprowadzonym szerokim półkolem pierścieniu nowożytnych bastionów, osłaniających Gdańsk od strony wschodniej - była Brama Żuławska (Werdertor). Zaprojektowana przez Jana Strakowskiego na podobieństwo starożytnych, trójosiowych łuków triumfalnych, została zbudowana w 1628 roku. Posadowiona na wschodnim krańcu Długich Ogrodów, zamykała główny trakt miejski zwany Drogą Królewską, a poprzez sklepione poterny (przeloty) zapewniała komunikację drogową z Żuławami i Mierzeją Wiślaną. Oprócz funkcji obronnych, które spełniała ruchoma żelazna brona, poruszająca się w rozbudowanej części nadbramia, Brama Żuławska pełniła także inną, poboczną, ale równie ważną rolę. Właściwie to takie dodatkowe zadanie spełniał umieszczony na stałe w górnej części bramy dzwon, którego uderzenia (w dzień i w nocy), informowały o zbliżającym się niebezpieczeństwie wystąpienia katastrofalnej powodzi. I jak to w gdańskim zwyczaju bywało, miał on własną nazwę - Dzwon Powodziowy (Sztormowy). Jego niosący się daleko głos sygnalizował, iż trwa doraźna akcja ratownicza i informował, że zagrożeni powodzią mogą liczyć na niezbędną pomoc w postaci bezpiecznych kwater, dodatkowej odzieży i ciepłych posiłków. Każdego dnia wraz z nadejściem zmroku, na bastionach flankujących Bramę Żuławską (Lew i Wół) rozpalano wielkie ogniska (w celu zwiększenia płomienia używano smoły), aby zagrożonym żuławiakom wskazać właściwą drogę do miasta. Dużym ułatwieniem dla ekip ratowniczych była nabyta przez stulecia zapobiegliwość i przezorność mieszkańców terenów depresyjnych, która nakazywała, aby każde domostwo posiadało, co najmniej 3 łodzie - jedną dla domowników, drugą dla żywego inwentarza, trzecią zaś dla sąsiadów, którym żywioł zniszczył środki transportu. Z najwyżej wzniesionych fragmentów Bramy Żuławskiej wypatrywano więc głównie tych nieszczęśników, którzy nie zdążyli wsiąść do zbawczych łódek lub promów i przywiązani do murowanych kominów - jako najtrwalszego elementu drewnianego domu - czekali na zbawczą pomoc.