Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Töpfergasse 30

W stałym podtrzymywaniu świadomości narodowej Polaków mieszkających w Wolnym Mieście Gdańsku ważną rolę odegrała polska książka. Zarówno młodszym jak i starszym rodakom zapewniała nieprzerwany kontakt z ojczystą kulturą i tradycją narodową. Dotarcie do niej nie było wcale takie łatwe, gdyż większość księgarń i antykwariatów znajdowało się w niemieckich rękach, a tylko w pięciu placówkach tej branży (10%) można było nabyć wydawnictwa wydrukowane w ojczystym języku. Te najbardziej dostępne mieściły się na terenie Dworca Głównego PKP oraz przy Targu Kaszubskim, gdzie sprzedażą polskich książek i gazet zajmowała się Spółka Akcyjna "Ruch", wchodząca w skład Polskiego Towarzystwa Księgarń Kolejowych. Inne dwa punkty sprzedaży artykułów papierniczych i wydawnictw książkowych - prowadzone przez polskie firmy - znajdowały się na ulicach: Lawendowej i Podwalu Staromiejskim. Jednak największą, najbardziej znaną oraz działającą najdłużej (od 1910 roku) była księgarnia Romana Czarlińskiego mieszcząca się przy ulicy Garncarskiej (Töpfergasse) - w przyziemiu kamienicy oznakowanej numerem 30. Bogaty asortyment oferowanych tam publikacji ( książki naukowe, albumy, powieści, literatura dla dzieci) powodował, że - zarówno wewnątrz jak i w pobliżu księgarni - było zawsze tłoczno i gwarno. Dominowała młodzież z Polskiego Gimnazjum i Polskich Szkół Handlowych, szukająca niezbędnych do nauki polskich podręczników szkolnych. Niestety, w 1930 roku pan Roman ciężko zachorował i musiał sprzedać firmę. Nowym właścicielem został Józef Pilarczyk, który kontynuował działalność swojego poprzednika nie zważając na nieomal codzienne szykany "brunatnych" bojówkarzy.