Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Trykotowe Rajtuzy

Wręcz lawinowy rozwój gdańskich rzemiosł tekstylnych, jaki miał miejsce na przełomie XVI i XVII wieku, objął także wytwórców wyrobów dzianych. Rękodzielnictwo to - wcześniej nieznane w naszym mieście - pojawia się w Gdańsku na początku XVII wieku i skupia rzemieślników produkujących wełniane: pończochy, skarpety, rękawice a nawet koszule i swetry. Już w 1620 roku ukazuje się statut cechowy, który reguluje nie tylko życie wewnętrzne korporacji, ale także opisuje technikę powstawania wyrobów dziewiarskich. Jak już wspomniano, podstawowym surowcem wyjściowym była wełna, wcześniej gręplowana i uprzędzona, czym zajmowali się przędzalnicy. Później wełniana nić trafiała w ręce uczniów i czeladników zatrudnionych w warsztatach dziewiarskich, którzy początkowo - używając drutów lub szydełka - ręcznie dziergali wełniane przedmioty. Z chwilą, gdy do nadmotławskiego miasta dotarło dziewiarskie krosno - angielski wynalazek Wiliama Lee z końca XVI wieku - wydajność wzrosła niepomiernie, a jeden pracownik w ciągu "dniówki" potrafił wykonać nawet 7 par skarpet. O ile w metodzie ręcznej wiązano w oczka tylko jedną nić to za pomocą krosna można było równocześnie wykorzystywać wiele równoległych nitek Powstawał wówczas wielowątkowy splot oczkowy, który sprawiał, że tkanina była elastyczna i sprężysta. Ponieważ jeszcze jedną zaletą dzierganych przedmiotów była ich niewielka cena, toteż bez trudu znajdowały nabywców. Pomimo, że warsztaty dziewiarzy były rozrzucone po całym mieście, zakup wełnianych skarpet czy rajtuzów nie stanowił problemu, gdyż spora grupa rzemieślników tej specjalności osiedliła się w samym sercu Gdańska - przy ulicy Dzianej - dwa kroki od Długiego Targu.