Chomiczki

Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.

Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.

Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.

Znaki Wysokiej Wody

Kultywowany przez stulecia gdański zwyczaj nakazywał, aby po każdej katastrofalnej powodzi zaznaczać na miejskich budowlach miejsca, do których sięgała kulminacyjna fala. Nazywano je Znakami Wysokiej Wody i lokalizowano na frontowych fasadach obiektów, wykuwając rysę bezpośrednio na murze lub umieszczając je na osobnej kamiennej plakiecie, którą dodatkowo wyposażano w stosowną inskrypcję. Miały one upamiętniać tych gdańszczan, którzy stracili życie w wodnym żywiole oraz przypominać chwile grozy - ku przestrodze potomnym. XIX wieczne kroniki gdańskie wymieniały kilkanaście miejsc znajdujących się w przestrzeni miasta, gdzie można było zobaczyć takie wodne znaki. Między innymi znajdowały się na następujących obiektach: Baszta Łabędź, Brama Świętojańska, Brama Oliwska, Brama Nizinna, Brama św. Jakuba. Wszystkie dotyczyły katastrofalnej powodzi, jaka miała miejsce w kwietniu 1829 roku. Niestety, do naszych czasów na terenie historycznego Śródmieścia dotrwały tylko dwa oraz jeden "żuławski", umieszczony na zewnętrznej ścianie prezbiterium kościoła w Trutnowach. Zachowane  "gdańskie" znaki można obecnie zobaczyć na wschodniej, wewnętrznej ściance Kamiennej Śluzy oraz na wyspie Ołowianka, w narożu spichlerza Panna. Ten ostatni wodny znak odzyskał dawny wygląd dzięki pracownikom Centralnego Muzeum Morskiego, którzy w 2005 roku przeprowadzili udaną rewitalizację. Znajdujący się na muzealnym budynku "wasserstand" pokazuje maksymalny poziom powodziowej fali z 11 kwietnia 1829 roku, wynoszący 3,36metra ponad ówczesny poziom morza.
Zalegająca przez dwa tygodnie woda poczyniła wielkie spustoszenia w substancji mieszkaniowej Gdańska. Dach nad głową straciło ponad 12 tysięcy obywateli nadmotławskiego grodu. Na apel o pomoc skierowany do ludzi dobrej woli, zaczynający się od słów: "łzy nieszczęśliwych zostaną osuszone dopiero wtedy, gdy przenikną do wszystkich serc", odpowiedziało wielu europejczyków. Oprócz pomocy od "koronowanych głów", organizacji społecznych, gospodarczych czy handlowych, dary pieniężne napłynęły także od środowisk skupiających twórców. Wirtuoz gry na skrzypcach - Niccolo Paganini - koncertujący w owym czasie w Berlinie, przeznaczył całe swoje honorarium na ten cel, a w liście do gdańszczan prosił, aby wsparcie dotarło w pierwszej kolejności do "rodzin z terenów nadwiślańskich dotkniętych nieszczęściem powodziowym".