Markowe Uliczki

Krótka i Długa, Wysoka i Niska, Wesoła i Smętna, Biała i Czarna, Prosta i Krzywa, Sucha i Mokra, Otwarta i Zamknięta, Daleka i Bliska, Szeroka i Wąska... przepraszam, żadna z gdańskich ulic nie jest "wąska". Wszystkie są, ciche, spokojne, sielskie, dobre, urocze, jasne, przyjemne, szczodre, zacne i dzielne. Jeżeli ktoś będzie miał wyjątkowe szczęście to trafi na Miłą lub nawet Miłosną. Pechowcy ( gdzież ich nie ma), zapewne przez pomyłkę, znajdą się na Głuchej, Grząskiej, Gnilnej, Pustej, Zimnej lub ... Mylnej. Oczywiście mógłbym tak wymieniać bez końca, gdyż w Gdańsku jest ponad 1600 ulic. Każda z nich ma własną nazwę, jedyną i niepowtarzalną. Oprócz miana mają także i "dusze". Zarówno te, które w pejzażu miasta istnieją już kilkaset lat jak i te całkiem młode, wytyczone i nazwane całkiem niedawno. Ponieważ, jak sądzę, wiem o swoim mieście sporo, spróbuję opowiedzieć o klimatach gdańskich uliczek trochę inaczej niż dotąd czyniono. Dobór będzie całkowicie subiektywny, gdyż podmiotem moich opowieści będą ulice, które znam i lubię, oraz te, o których mogę opowiedzieć coś ciekawego. Krótkie teksty opisujące poszczególne trakty, uzupełnię fotografiami oraz stosownym fragmentem planu Gdańska.

A B C D E F G H I J K L Ł M N O P R S T U W Z Ż


Drabinowa uliczka

Jedną z "egipskich plag", jakie spadały na średniowieczne miasta były pożary. Ciasna, drewniana zabudowa oraz słomiane poszycia dachów sprzyjały błyskawicznemu rozprzestrzenianiu się "czerwonego kura". Podobnie jak cała ówczesna Europa również mieszkańcy Gdańska wielokrotnie doświadczali tego nieszczęścia. Ponieważ szczególnie duże zagrożenie pożarowe występowało na Wyspie Spichrzów, więc Rada Miasta starała się na różne sposoby zaradzić tragicznym pożogom. Już w 1440 roku wydano drukiem specjalne rozporządzenie - "Kto ogień gasić winien" - gdzie jednoznacznie określono, na kogo spada obowiązek udziału w gaszeniu pożarów. Ta niebezpieczna powinność ciążyła na: beginkach i prostytutkach oraz browarnikach, łaziebnikach i koniuchach. Oprócz nich, w walce z żywiołem brały udział także specjalne oddziały mieszkańców miasta, zgrupowane w tzw. Rotach Pożarowych. Gdański wymiar sprawiedliwości bardzo surowo karał podpalaczy, orzekając najczęściej karę śmierci przez spalenie na stosie. W przypadku, kiedy przestępcę ujęto na "gorącym uczynku" (loco delicti) można go było spalić żywcem w pożarze, który zbrodniczo rozniecił. W czasach późniejszych (od XVIIw.) ochroną Gdańska przed pożarami zajmowała się Komisja Pożarowa składająca się z 9 osób reprezentujących: Radę, Ławę i Trzeci Ordynek. "Panowie pożarowi", gdyż tak ich nazywano, nie tylko kierowali akcją gaszenia żywiołu, ale także sprawowali nadzór nad sprzętem przeciwpożarowym rozmieszczonym w różnych kwartałach miasta. Ponieważ jeden z takich magazynów - gdzie przechowywano bosaki, wiadra oraz składane drabiny - przez stulecia znajdował się na północnym cyplu Wyspy Spichrzów, niewielką uliczkę leżącą w pobliżu nazwano - Leitergasse (Drabinowa) - obecnie Pożarnicza.

Zniszczenia poczynione przez ostatnią wojnę są tam obecne do dzisiaj. Z licznych spichlerzy stojących do 1945 roku przy "drabinowej uliczce" pozostały wyłącznie ruiny. Jedynie kamienny bruk stanowiący nawierzchnię tego traktu oraz fragment kolejowej obrotnicy przypominają o tym, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu ulica Pożarnicza tętniła życiem.

Drabinowa uliczka
Drabinowa uliczka
Drabinowa uliczka